praca
-
Pisarze są wkurzeni - 6800 złotych Kai Malanowskiej
Temat przegrzmiał po internetach, odbił się - tu echem, tam czkawką, jedni się pośmiali, inni oburzyli, jeszcze inni pouczyli. Ucichło, po czym we właściwym dla siebie czasie - wróciło już oficjalnie, w mediach. A mnie temat korci, odkąd wypłynął. I korci mnie na wielu poziomach.
-
Wstydzę się swojej przyjaciółki czy swojego pochodzenia?
Przyjaźń między kobietami - najsilniejsza czy nieistniejąca? Pojawiały się na Fochu już różne głosy w temacie. Dziś jeszcze inny problem: co zrobić, gdy zaczyna nam przeszkadzać zachowanie bliskiej osoby, do tego stopnia, że się zwyczajnie wstydzimy?
-
Absurd i urzędnik - nierozłączna para?
W przewodniku po krainie absurdu zapisano przed laty przydatne wskazówki: jak skutecznie rozmawiać z biurwą, w jakich sytuacjach wypada zaproponować paczkę kawy, kiedy przynieść kwiatek i dlaczego nie może być to goździk. Niestety ostatni egzemplarz przewodnika zaginał bez śladu. Zachowała się tylko jedna kartka, a na niej to zdanie: ?Wchodząc do krainy absurdu, załóż wygodne buty?. I jest to bardzo dobra rada.
-
"Pracuję na umowie śmieciowej i jestem traktowana jak śmieć" [LIST]
Po publikacji artykułu o szefach chamach w Dużym Formacie, w redakcji otworzyła się istna puszka Pandory. Zaczęłyśmy się zastanawiać nad tym, czy któraś z nas miała z typem szefa chama do czynienia. Która zaś miała więcej szczęścia i są to dla niej opowieści niczym bajki o żelaznym wilku. Napisała do nas też dziewczyna, która ma ewidentnego pecha...
-
O potrzebie zmian... Jak znaleźć siłę, by zaczynać znów od nowa?
Gdy zdarzy się, że dojdziemy do ściany - czy to w życiu zawodowym, czy osobistym - możemy próbować ją ominąć, walić z nią głową (może zburzymy?) lub zawrócić. Nasza Czytelniczka pisze do nas z okolic swojej ściany.
-
6 instytucji państwowych, które cieszą się największym uznaniem, czyli za co kochamy ZUS
Myślicie, że ten tytuł to żart. Że mi się w głowie poprzewracało albo, że piszę to pod wpływem jakiejś niezbadanej substancji i chcecie już kupić ten eliksir optymistycznej myśli. Błąd i to w dodatku błąd przez wielkie, pogrubione ?B?. Piszę to całkiem serio, pełna serdeczności i miłości. Nie liczcie na to, że będę ptakiem, który kala własne, urzędnicze gniazdo. Stanę na straży wartości takich jak uczciwość, rzetelność i kompetencja.
-
Ballada o Pana Jeremiego Mordasewicza uroczo irytującym odbijaniu się od naszej rzeczywistości
Nie ma to jak mała, gęsta jak smoła, czarna jak noc na Saharze kawa na dobry początek dnia. Niestety 24 lutego roku pańskiego 2014 na naszym osiedlu, tym samym, które wiele lat temu posłużyło Stanisławowi Barei jak naturalna scenografia serialu Alternatywy 4, zupełnie niespodziewanie zabrakło wody. Ciśnienie krwi na szczęście (w nieszczęściu) podniosło się mimowolnie po lekturze wywiadu z niezmordowanym panem Jeremim Mordasewiczem.
-
Nie lubisz swojej pracy? To weź ją zmień - tylko nie narzekaj
Jakiś czas temu przeczytałam tekst o panu, który bardzo nie lubił swoje pracy i przez dwa lata analizował godziny, przybycia i wyjścia z biura oraz pory, w których robił sobie przerwę na lunch. Przez dwa lata pan notował sobie te dane, po czym zrobił z nich wykres i doszedł do wniosku, że im mniej lubił swoją pracę, tym później ją zaczynał.
-
Cudze dzieci przeszkadzają mi w (normalnym) życiu
Czy może nasza Czytelniczka przesadza w swoim poczuciu, że dzieci koleżanek z pracy mają ogromny wpływ na jej życie? A z drugiej strony - czy matki to specjalny gatunek, który musi być pod ochroną, bo wyginie? Czasem chyba faktycznie można poczuć się, jak matka cudzych dzieci.
-
Pieniądze, satysfakcja, kariera - po co chodzimy do pracy?
Filemon wciąż pytał Bonifacego "dlaczego?" Nieustanne "po co?" i "dlaczego" wnerwiały starego kocura, który wolał wygrzewać kości na zapiecku niż uczyć młodego. Też lubię zadawać pytania, zastanowić się czasem nad rzeczą niby oczywistą. Po co więc chodzimy do pracy?
-
Winowajcy, czyli o książkach, przez które omal nie spóźniłam się do pracy
Żeby znaleźć się pracy trzeba tam jakoś dotrzeć. No chyba, że ktoś pracuje w domu i aby dostać się do komputera potrzebuje przemierzyć jedynie kilka kroków pomiędzy łóżkiem a biurkiem. Niezależnie jednak od sposobu dotarcia do celu oraz środka komunikacji, którym się poruszamy można sobie jakoś ten czas umilić, a zarazem wzbogacić się duchowo. Nie mam tu jednak na myśli podziwiania widoków z okien autobusu albo liczenia przystojniaków w tramwaju (choć to całkiem przyjemne i budujące). Chodzi o coś znacznie lepszego.
-
Wyznania sowy - żyję nocą, nie polecam
Mam takie marzenie, że zaczynam prowadzić higieniczny tryb życia. Wstaję o świcie, zaczynam dzień od zdrowej przebieżki, dwa okrążenia wokół parku, w drodze powrotnej kupuję siatę świeżych bułeczek i gdy rodzina dopiero się budzi - ja już nakrywam stół do śniadania. Dzień spędzam na pracy, wieczór na rozrywkach, a w nocy śpię. Brzmi prosto i wygodnie, co? Nie dla mnie. Jestem sową.
-
Odpowiedzialność za błędy jest miarą ludzkiej odwagi
Nie popełnia błędów ten kto nic nie robi - może to slogan, ale jest w nim wiele prawdy. Nie jest sztuką popełnić błąd. Klasę i odwagę ma ten, kto potrafi go naprawić.
-
Nie odpowiadasz na maile? Ktoś może zarzucić ci brak kultury
Internet z pewnością ułatwił nam komunikowanie się ze sobą. To duży plus. Minusem jest to, że wyprowadził też z naszego życia dobre maniery. Chyba on. List Iwony nie jest jednoznaczny. Bo może jest tak, że lekceważenie jest cechą charakteru niezależną od tego, w jaki sposób i z kim się kontaktujesz?
-
Brak mi czasu na "Dziewczyny", bo błądzę przy pracy
Przysięgam na wszystkie demoniszcza, na każdą z macek Przedwiecznego Cthulhu, na wszystkie te razy, kiedy Prometeuszowi odrastała wątroba uprzednio wydziobana przez sępy na kaukaskim zboczu! Przysięgam, że bardzo się starałam go mieć, ale znów mi nie wyszło, ostał mi się jeno BRAK. Ten cholerny czas jest zupełnie niepomnażalny!
-
10 (nie)ważnych powodów, żeby nie przyjść do pracy
Są takie dni, że "choćby przyszło tysiąc atletów i każdy zjadłby tysiąc kotletów ", to i tak nie zaciągną nas do roboty. Na szczęście wśród dwudziestu sześciu dni urlopu są cztery klejnoty koronne. Cztery dni urlopu na żądanie, specjalnie stworzone na takie okazje. Kolokwialnie zwane są "kacowym", ale oprócz tego oczywistego powodu: są też inne, równie ważne przyczyny nieprzyjścia do pracy.
-
Mam kasę, więc na pewno jestem cichodajką
Po tekście Rączki o narzekaniu na brak kasy zawrzało. Nie lubimy gadać o pieniądzach, wiadomo nie od dziś. Czy zatem, jeśli je mamy, lepiej udawać, że jest odwrotnie? Nasza Czytelniczka wyjaśnia, dlaczego to najlepsza strategia.
-
Brak pracy to czasem (pod)świadomy wybór
Lubimy sobie ponarzekać na szefa (niedouczony, ogólnie zły, wpływowy i na dodatek nie daje podwyżki), na współpracowników (wyrachowani, podstępni, głupi), na klimatyzację, na warunki biurowe, na sprzęt, który niedomaga. W końcu narzekamy na samą pracę, że odmóżdża, że sie w niej nie realizujemy, że kiepsko nam płacą, że jest poniżej naszych kwalifikacji. Zabrzmi to paradoksalnie, ale cieszcie się, że macie na co narzekać. Cieszcie się, bo macie pracę. Tematem stycznia jest BRAK, dlatego postanowiłam napisać o braku pracy.
-
Klient nasz pan, czyli nie zawsze pracowałam w urzędzie
Dziś dla odmiany nie będzie o urzędzie, tylko o doświadczeniach w pracy z klientami. List naszej czytelniczki przywołał pewne reminiscencje.
-
Marzenia dyplomatyczne albo o czym szumią biurwy
Nowy Rok, a wiec zapał, entuzjazm i siły witalne. Po wyleczeniu bólu głowy i zakwasów po sylwestrowych pląsach zaczyna się czas postanowień. Wszyscy obiecujemy sobie: zmniejszenie spożycia węglowodanów, więcej ruchu na świeżym powietrzu, że do teatru pójdziemy w tym roku przynajmniej cztery razy, że odmalujemy przedpokój, że zrobimy coś dla innych, będziemy mniej przeklinać. Czy udaje się nam dotrzymać obietnic? Nie zawsze.
-
Przyjaźń w pracy? Grząski teren dla nieostrożnych
Specjalistką od tematów związanych z pracą jest Biurwa. Nasza Czytelniczka postanowiła jej jednak dopomóc i opisała przypadek intrygi zaczerpnięty ze swojego miejsca pracy. Konia z rzędem tym, którzy połapią się kto jest zły, a kto dobry. Albo: kto mądry, a kto głupi.
-
Premie, bonusy, trzynastki... Jak dostać nagrodę w urzędzie?
Tego, że do pracy motywują nas pieniądze nie trzeba specjalnie tłumaczyć. Na myśl o premii rocznej przebieramy nerwowo nóżkami jak chomik w kołowrotku. Wizja finansowej marchewki sprawia, że bardziej się staramy, wykonujemy polecenia szefa szybciej, lepiej i w dodatku z uśmiechem na ustach. Nawet jeśli to sztuczny joker.
-
Wigilia w pracy - ewakuować się czy wyściskać szefa?
Wigilia to taki szczególny dzień w roku, gdy po harówce w kuchni i wypucowaniu mieszkania dzielimy się opłatkiem i siadamy do stołu nakrytego białym obrusem. W tle słychać relaksujące kolędy, a zapach świerka (Picea abies) miesza się z aromatem kapusty z grzybami. Ale oprócz świętowania w domu tradycyjnie, zaliczamy też różne wigilie towarzyskie i te mniej przyjemne, a więc pracowe.
-
Jak trybiki w sprawnej maszynie: poznajcie urzędowe plemiona
Urzędy (i nie tylko) zamieszkuje wiele plemion. Ich przedstawiciele muszą ze sobą zgodnie współpracować, żeby zapewnić sprawne działanie wszystkich trybików resortu. W prawidłowo funkcjonującym urzędniczym organizmie każde z plemion powinno mieć precyzyjnie wyznaczone zadania i obowiązki.
-
Jestem cyborgiem, czy leniem? Do wszystkich, którzy myślą, że robią za mało
Jesteś cyborgiem i masz podzielną uwagę - powiedziała do mnie Miss Olgu, przy okazji rozmowy na zupełnie inny temat. A ja zdziwiłam się bardzo i szczerze. Mając bowiem wrodzoną i nieuleczalną skłonność do kokieterii - całkiem serio i bez krygowania uważam się za paskudnego lenia i marnowacza czasu.
-
Mam dość nienawiści do korporacji i ich pracowników
Jak świat światem - w Polsce po ulicach chodzą białe niedźwiedzie (tubylcom zapewne przybijają piątkę), szkoła jest głupia i nie uczy, światem rządzi spisek, a każda korporacja to ZŁO. Zło wcielone. Tak jak każda blondynka jest głupia. Nasza czytelniczka stanowczo sprzeciwia się powszechnej opinii na temat pracowników korporacji.
-
Co urzędnik może wynieść z pracy, czyli po siódme nie kradnij
Co urzędnik może wynieść z pracy? Oczywiście wiedzę, znajomość przepisów KPA, jak również umiejętność postępowania z trudnym petentem (przydaje się w kontaktach z krnąbrnymi dziećmi), asertywność i wiele cennych sprawności niezbędnych w codziennym życiu. Ale oprócz tych wartości pracownik wynosi też różne dobra materialne.
-
Ile kosztuje twoja godność? Moja - średnią krajową
Czy kupczyć można tylko ciałem? Oczywiście, że nie. Nasza Czytelniczka opisała nam swoją przemianę z rewolucjonistki w "kurtyzanę". Twierdzi, że pokonał ją system. Czy aby na pewno to właśnie w nim warto upatrywać winowajcę?
-
Sekred do raportu! Pierwszy miesiąc pełen wrażeń
Nim się człowiek obejrzał, minęło pięć tygodni - czas zatem pokusić się o drobne podsumowanie i mowę dziękczynną. Foch wspaniały jest, nie muszę Czytelników do tego przekonywać. Domyślacie się zatem, że i praca należy do tej trudnej i niełatwej do spełnienia (bazuję na własnych doświadczeniach, eh) kategorii prac wymarzonych.
-
Jeśli pracować to nie indywidualnie - o wyższości hali nad gabinetem
Czy jesteś jak samotna limba smagana lodowatym wiatrem wśród niedostępnych granitowych skał? Czy wprost przeciwnie, wraz z innymi krzewami tworzysz zwarty żywopłot splatając się gałęziami i korzeniami w nierozerwalną całość? Czy wolisz we własnym gabinecie po dyrektorsku zgłębiać zakamarki dokumentów, czy może w wieloosobowym gwarze produkować kolejne tabelki?