praca
-
Współczynnik bełkotu - dlaczego nie można zrozumieć urzędnika?
Przeczytałam ostatnio ten artykuł o tym, że urzędnicy piszą zbyt zawile i trudno się nie zgodzić, że pisma urzędowe czasem trudno zrozumieć. W materiale jest mowa o specjalnej aplikacji służącej do wyliczenia lat edukacji potrzebnych do swobodnej lektury i zrozumienia tekstu. Wniosek jest taki, że większość urzędniczych produkcji słownych - w tym tych, na stronach internetowych nadaje się w zasadzie dla ludzi, którzy w karierze naukowej dorobili się doktoratu. Cóż, w moim urzędzie nie potrzeba takiej aplikacji, zawiłość pism mierzymy pojęciem ?współczynnika bełkotu?.
-
Szukasz pracy w korporacji? Przemyśl to dokładnie, a potem dobrze się przygotuj
Jeden z naszych stałych Czytelników i komentatorów Nikodem_73 postanowił podzielić się swoim doświadczeniem z pracy w korporacji. W poniższym tekście przekazuje kilka dobrych rad dla tych, które marzą o wejściu w bezlitosne trybiki korpo. Będzie bezlitośnie, szczerze i... w punkt!
-
Wyprawa po złote runo - jak pojechać w delegację (i nie wnerwić męża)
Nic tak nie wnerwia mojego męża jak następujące słowa: ?Kochanie, jadę w delegację w przyszłym tygodniu.? Od tego momentu zaczyna się czas męskiego focha.
-
Gdy nie ma w domu dzieci, to jesteśmy niedorzeczni
Choć dzieci w liczbie mnogiej posiadam już od pewnego czasu, dopiero w tym roku udało mi się zdobyć order matki porzucicielki. Pierwszy raz w życiu wywiozłam całe potomstwo na cztery piękne tygodnie w siną dal. I pomyślałam sobie "No, to teraz mamusia idzie w tango". Tylko że Węcławkowej nie wyszło, przynajmniej nie tak, jak to sobie zaplanowała.
-
Jesteś u pani, czyli skąd się biorą donosiciele
Życzliwość Polaków nie zna granic. Jej bezmiar sięga się od morza do Tatr i znajduje odzwierciedlenie w nieustannie rosnącej liczbie donosów. Mam przyjemność pracować w instytucji, do której przychodzi rocznie kilkaset takich sympatycznych wiadomości. Czytanie niektórych przypomina stosunek z aligatorem: trochę śmiesznie i trochę strasznie zarazem.
-
Ja, Dilbert. Komiksowe żarty z korpo-pracy najbardziej śmieszą, gdy się taką pracę rzuciło
Pamiętam ten moment, gdy ponad dekadę temu wprowadziłam się do domu mojego męża. Byłam wręcz zachwycona perspektywą mieszkania kilka bloków obok miejsca, gdzie kręcono niegdyś serial "Alternatywy 4". Jakież było moje zdziwienie, gdy chcieliśmy namówić teściową na wspólny seans, a ona odrzekła oschle "nie bawi mnie to". Po kilku latach zrozumiałam dlaczego...
-
Obok grillowania, marudzenie powinno zostać ogłoszone narodowym sportem Polaków
Gdyby zrobić z tego dyscyplinę olimpijską - zdobywalibyśmy zawsze złote medale. Polskie miasta tworzyłyby grupę śmierci, przed którą drżałyby drużyny z południowej Europy. Lubimy sobie ponarzekać na pogodę, pracę, męża, dzieci, żarcie, głupich sąsiadów, generalnie każdy temat jest dobry. Zbiorowe marudzenie, daje zwielokrotnioną radość i dodatkowo wyzwala poczucie wspólnoty.
-
Łóżko jako centrum dowodzenia
Sprawy łóżkowe to nie tylko seks. Przekonuje nas o tym Zuza, która najchętniej nie opuszczałaby swojej bezpiecznej przystani w wyrku.
-
Obca kultura i ogień rewolucji. Jak udało się to przetrwać? [Część druga wywiadu ze stewardesą króla]
Marta, która mówiła już o swoich doświadczeniach z pracy w arabskich liniach lotniczych, opowiedziała mi też o tym, czy wyprowadzając się z Warszawy do Bahrajnu można przeżyć szok kulturowy, jak traktowane są tam kobiety z Europy i co było najgorsze w powrocie do domu. W drugiej części naszego wywiadu dowiecie się też, jak to jest znaleźć się w samym sercu rewolucji, gdy miasto zamienia się w pole bitwy, a ulice stają w ogniu.
-
Rzuć wszystko i zostań stewardesą króla. Jak wygląda królewski świat? [Wywiad - część pierwsza]
Czasami w życiu wszystko idzie źle, tylko po to, by za chwilę zgotować nam niespodziankę. Marta może to potwierdzić. Dzięki pozornie szalonej, a już na pewno odważnej decyzji zmieniła pracę, środowisko. Zmieniła nawet swój tryb życia. Dziś opowiada, jak to jest być stewardesą w kraju arabskim, czy jet lag łapie każdego i co może się zdarzyć na pokładzie samolotu, gdy pasażerowie zgrywają bohaterów.
-
Jak wrócić do pracy po urlopie?
Pytanie zdawało by się proste, ale nie dla tych, którzy podczas urlopu resetują się kompletnie od obowiązków biurowych. Skoczyć na głęboką wodę i do końca nie zaśmiecać sobie głowy pracą, czy może powoli wysunąć peryskop i sprawdzać dyskretnie mailiki od kierownika? Zdecydowanie wybieram pierwszą opcję.
-
Wyznania pracoholiczki. A może ja po prostu lubię moją pracę?
Gdzie kończy się protestancka - skąd raptem u mnie? - etyka pracy a zaczyna patologia? Zaczęłam się zastanawiać, gdy znajomy pod jednym z moich wesołych nocnych statusów na Fejsie ("bo ty zawsze tylko pijesz wino i pracujesz") opiewających to, że jak zwykle tyram o nieludzkiej porze (i świetnie się przy ty bawię), napisał: "Kasia, weź ty idź do psychiatry".
-
Badanie na śniadanie - o braku lekarstwa na fikcję
Raz na cztery lata mój pracodawca chce wiedzieć czy jestem zdrowa i nadaję się do pracy. Wiadomo, pracownik zdrowy to pracownik wydajny i zadowolony, w zdrowym ciele zdrowy duch i inne takie wakacyjne szlagiery. Ta troska urzędu cieszy mnie bardzo oraz zasługuje na pochwałę, choć w rzeczywistości mój pracodawca przestrzega zwyczajnie przepisów kodeksu pracy.
-
O pracy idealnej: taka nie istnieje. Pogódź się z tym albo walcz z wiatrakami
To jak, co robimy? Rzucamy w cholerę tę parszywą robotę, nie? Jakoś to będzie. Skądś się weźmie na kredyt i masełko do chlebka.
-
Hajs się nie zgadza - o niepłaceniu wolnym strzelcom
Kiedy pracujesz jako wolny strzelec i płacone masz od zlecenia, ciężko jest zaplanować cokolwiek. Ludziom się często wydaje, że freelancerzy to mają tak ekstra, bo nie siedzą w biurze od - do i robią to, co lubią. Tak, to jest prawda, ale tylko częściowa. Nie znam zbyt wielu freelancerów, którzy nie pracują na wariackich papierach.
-
Biurowe wojny: co nas wkurza w pracy i jak to przetrwać? [ANTYPORADNIK]
Otrzymałyśmy wiele wiadomości, w których chwalicie naszą Korespondentkę z Wydziału Odzyskiwania Zdrowego Rozsądku. Przy okazji dzielicie się z nami także swoimi doświadczeniami związanymi z pracą. Okazuje się, że nigdzie nie jest różowo i można wiele naprawić. Ale czy to jest możliwe? Oddajemy głos Małgosi i Edycie.
-
Słowa wrzody - o chamstwie w urzędniczym państwie
Zdaję sobie sprawę, że praca w urzędzie może dehumanizować i negatywnie oddziaływać na zwoje mózgowe. Pięć dni w tygodniu spędzone na przemieszczaniu się po ponurych korytarzach i knucie teorii spiskowych w aneksach kuchennych wywołuje u niektórych efekt przejścia na ciemną stronę mocy. Rozumiem, że ludzie się mentalnie izolują. Ale dlaczego tak trudno, pozdrowić znajomych na korytarzu ? Czy słowa "dzień dobry" palą w język, czy wypowiedzenie ich do koleżanki z innego departamentu lub pani, która sprząta biuro i którą się codziennie widuje to hańba czy inna ujma na honorze ?
-
Zbok, Swój chłop, czy Pan Fleja - jakiego masz szefa?
To ja - Wasza Korespondentka z Wydziału Odzyskiwania Zdrowego Rozsądku. Pozwolę sobie wylać trochę żółci i opisać kilka typów szefów, z którymi miałam okazję pracować ja lub moi znajomi. Ale uwaga! Szydzenie z nadszyszkowników czasem mści się okrutnie!
-
Praca marzeń: co autor ogłoszenia miał właściwie na myśli?
Dziś pisze dla nas Małgosia, która tonie w morzu ogłoszeń dla ludzi poszukujących pracy. A pereł w tym morzu tyle, że głowa boli. Macie takie doświadczenia? A może jeszcze ciekawsze? Piszcie do nas!
-
Moje środy są lepsze niż wasze niedziele, czyli o urokach wolnego zawodu
Znajomi już się przyzwyczaili, że zazwyczaj nie mam czasu. Umówić się ze mną to wyczyn na miarę potrójnego tulupa, bo ja mogę na przykład po 22 we wtorek. Na szczęście, wiele z nich też robi w wolnych zawodach, więc jakoś się dopasowujemy. Od tych, którzy pracują w systemie poniedziałek - piątek często słyszę "jak ty tak jesteś w stanie?", "przecież to rozbija tryb życia i niszczy rytm dobowy", "nie masz czasu na życie i odpoczynek". Ok, rozbija i niszczy, ale wiecie co? Moje środy są lepsze niż wasze niedziele!
-
On-line albo śmierć: o przymusie tkwienia w sieci
Cholera jasna, mam dosyć tyranii bycia nieustannie on-line. Tak, ja, kobieta znana z tego, że zawsze jest w sieci, że nocnym markom i rannym ptaszkom zapewnia miłe towarzystwo i dziwną muzykę, ta sama, która nie śpi, bo pisze internety. Ja też chcę czasem odpoczywać.
-
Nie chcę być szefem. Proszę, nie zmuszajcie mnie, nieee!
Żeby nie było, ludzi umiejących, lub tylko dających radę - w obliczu konieczności - szefować, trwożnie cenię i zazdrośnie podziwiam. Tak już mam, wobec umiejętności, które są mi całkowicie obce, a wydają się być lukratywne i nośne. Może bym i chciała. Ale nie umiem.
-
Biurowe obyczaje żywieniowe - korespondencja z Wydziału Odzyskiwania Zdrowego Rozsądku
Biurowe życie jest zazwyczaj nudne, godziny wloką się w nieskończoność. Ale są sprawy, które budzą emocje. Wiele komentarzy i kłótni między współpracownikami powodują na przykład pokarmy, które sobie przynosimy na drugie śniadania, lub jak kto woli być bardziej światowy to na lunch. Przecież w biurze nie żywimy się tylko plotkami!
-
Romans w pracy, czyli Himalaje głupoty - korespondencja z Wydziału Odzyskiwania Zdrowego Rozsądku
W biurze można zrobić wiele kompromitujących rzeczy. Warto tu wymienić choćby kserowanie własnej twarzy górnej oraz dolnej i pozostawienie kilku kopii w maszynie. Wydawałoby się, że to taki pomysł na miarę gimnazjalistów, a jednak nie. Niemniej w moim osobistym rankingu szczytem głupoty w urzędzie jest romans. Zaś Himalaje można zdobyć decydując się na romans z szefem.
-
List od Joanny: Etat, słodki etat... witaj w piekle, wolny strzelcu
Jakiś czas temu porzuciłam ciepłą posadkę w redakcji portalu internetowego, by sama być sobie sterem i okrętem. Teraz na przemian żywię się nadzieją i pluję sobie w brodę, idealizuję to, co było wczoraj i lękam się tego, co jutro. Wiem, wiem, sama tego chciałam. Ale kto powiedział, że nie można sobie na ten temat pojęczeć?
-
Proces asymilacji w urzędzie, czyli jak przyrosłam do biurka - korespondencja z Wydziału Odzyskiwania Zdrowego Rozsądku
Kiedy zaczynałam pracę w urzędzie myślałam, że to będzie tylko na chwilę, że to taki przerywnik między kreatywnymi i ambitnymi, jak mi się wydawało, zajęciami. Zakładałam, że popracuję tam najwyżej trzy lata a potem znajdę coś innego w wyuczonym zawodzie, wyjadę do jakiegoś przyjemnego kraju położonego w okolicach zwrotnika koziorożca lub przynajmniej otworzę własną firmę. Po pół roku męki w absurdalnym wydziale udało mi się przenieść do nowo utworzonej komórki, gdzie wreszcie zaczęłam zajmować się naprawdę ciekawymi zagadnieniami, poznałam świetnych pełnych zapału i energii ludzi i wsiąkłam tam na amen.
-
Jak kulturalnie korzystać z toalety - poradnik dla zagubionych użytkowników
Starzy górale, tacy jak ja, pamiętają pewno, że był przed laty serial "Ally McBeal" (tak, wiem: znałam też osobiście kilka dinozaurów, nim wyginęły). I jeden z bohaterów - ekscentryczny prawnik imieniem John - miał pilota, którym spuszczał wodę w biurowym kibelku, zanim zaryzykował wejście do kabiny. Niby dziwactwo, ale jakże mu czasem zazdroszczę!
-
Zajebiści egoiści? Przepraszam, ale nie kupuję tego tekstu z "Newsweeka"
Okładka nowego "Newsweeka" zadziałała - nie wiem, czy zgodnie z oczekiwaniami twórców, ale zadziałała. Najpierw wkurzyło mnie kłujące w oczy i nastawione na "epatowanie burżuja" słowo "zajebiści", a potem zbiór stereotypów poparty stronniczym doborem rozmówców.
-
Projekt urlop - opowieść pracownicy urzędu
Nasza pragnąca zachować pełną anonimowość Czytelniczka, którą nazwałyśmy sobie Korespondentką z Wydziału Odzyskiwania Zdrowego Rozsądku przysłała kolejną opowieść z życia polskiego urzędnika. Tym razem rzecz dotyczy urlopu - temat na czasie i miły sercu nas wszystkich. Ale urlop w biurze to nie taka prosta sprawa...
-
Bajka o Pasikoniku Pracoholiku, co nie chciał emerytury
To nie będzie tekst o tym, że podła Polska mi nie dała, a złodziejski rząd zabrał. To będzie o moim wyborze i konsekwencjach, jakie poniosę.